To był dla mnie trudny czas.
Mojej córce było bardzo ciężko na studiach z dala od domu, moja mama miała poważne problemy zdrowotne, a ja nie wiedziałam, jak im pomóc. Prosiłam Boga o jakiś znak, jakąś odpowiedź, ale odpowiadała mi tylko cisza.
Znałam piękne księgi mówiące o Bogu. Czytałam Kurs cudów i zrobiłam wszystkie jego lekcje, a teraz tłumaczyłam na język polski Kurs miłości – księgę pełną mądrości, miłości i światła. Jednak w tamtej chwili nie byłam pewna, czy powinnam tym księgom wierzyć. Bywały momenty, kiedy zaczynałam myśleć, że nic nie stoi za ich pięknymi słowami.
I wtedy, pewnego dnia, do mojego męża zadzwonił Edek – 92-letni znajomy, który mieszkał sam w swoim mieszkaniu w Bydgoszczy. Jego dzieci i wnuki dawno wyprowadziły się w odległe strony. Edek potrzebował pomocy w skontaktowaniu się z kimś i skarżył się, że jego telefon nie działa prawidłowo. Mój mąż, Leszek, podał mu numer, o który prosił i próbował wytłumaczyć, jak się do tej osoby dodzwonić.
Następnego ranka Leszek postanowił pojechać do Bydgoszczy, żeby zobaczyć się z Edkiem i upewnić się, że wszystko jest w porządku. Zapytał, czy chcę jechać z nim. Poczułam, że powinnam jechać – że mogę się na coś przydać.
Blok, w którym mieszka Edek, ma dwie klatki. Leszek nie był pewien, do której powinniśmy wejść, więc spróbowaliśmy dzwonić domofonem do obu, ale nikt nie odpowiadał. Próbowaliśmy zadzwonić do Edka telefonem, ale również bezskutecznie. Po pewnym czasie Leszek chciał się poddać i wrócić do domu. Może – mówił – jego przyjaciel gdzieś wyszedł albo nie słyszy telefonu, a my tylko tracimy czas. Jednak ja, po przejechaniu 17 kilometrów do Bydgoszczy, nie zamierzałam wracać z niczym. Czułam, że powinnam zobaczyć Edka, albo przynajmniej dowiedzieć się, gdzie jest, i upewnić się, że wszystko jest u niego w porządku.
Kiedy Leszek po raz kolejny próbował dodzwonić się do przyjaciela telefonem, a ja naciskałam przyciski domofonu, drzwi jednej z klatek się otworzyły i wyszła z nich jakaś kobieta. Zapytałam, czy wie, gdzie jest mieszkanie nr 13, i okazało się, że zna Edka, a co więcej, jej mąż ma klucze do jego mieszkania! Po chwili jej mąż, Tomasz, dołączył do nas. Razem weszliśmy do mieszkania Edka i po dłuższej chwili nawoływania i szukania znaleźliśmy go leżącego na podłodze między łóżkiem a małą sofą, z głową i lewym ramieniem opartym o sofę.
Usłyszał nas, a ja dotknęłam jego ręki.
– Co się stało? Czy coś pana boli?
Powiedział, że poprzedniego dnia po południu upadł i zdołał doczołgać się do miejsca, w którym teraz leżał, oraz oprzeć lewą rękę i głowę o sofę, ale nie miał już siły, żeby wstać. Całą noc spędził siedząc, wykręcony, na podłodze.
Co robić? Jeśli złamał nogę albo biodro, nie powinniśmy go ruszać. Był obolały po nocy spędzonej na podłodze, ale upadając mógł sobie też coś złamać. Zdecydowaliśmy się wezwać pogotowie.
– Już jadą, panie Edku. Pomogą panu.
Razem poczekaliśmy na pogotowie i zostaliśmy, gdy ratownicy medyczni Edka badali, przenosili na łóżko, robili kolejne badania i w końcu stwierdzili, że wszystko jest w porządku – ale Edek jest zbyt słaby, żeby mieszkać sam – musi mieć na stałe kogoś do pomocy w domu, albo musi się przenieść do domu opieki.
Kiedy pogotowie odjechało, Tomasz i ja pomogliśmy Edkowi się przebrać. Był tak zmęczony, że przez większość czasu miał zamknięte oczy, ale słyszał nas.
Nagle mnie zapytał:
– Kim pani jest?
Przerwałam zapinanie guzików koszuli.
– Jestem żoną Leszka – odpowiedziałam. – Jesteśmy tu razem. Przyjechaliśmy sprawdzić, czy wszystko u pana w porządku.
Edek otworzył oczy i odwrócił się w stronę Leszka – dopiero teraz zrozumiał, kto mu pomaga. Uśmiechnął się radośnie.
– Leszek, mój drogi przyjacielu!
W jego głosie było tyle szczęścia!
Przez cały czas, kiedy tam byliśmy, czułam bliskość, więź, związek, znaczenie tego, co robimy – że jesteśmy z drugim człowiekiem, który potrzebuje pomocy, dajemy mu nasz czas, troskę, miłość. To poczucie bliskości… właśnie tego potrzebowałam. To była odpowiedź Boga! – Nie jesteś sama, zawsze jestem z tobą. Możesz zobaczyć mnie w swoich braciach i siostrach. Wystarczy, że będziesz miała otwarte oczy – i serce.
Kiedy piszę te słowa, jest listopad. Dni są na ogół ciemne i ponure, ale dzisiaj świeci słońce i jest dużo światła. Czuję się znacznie lepiej. Potrzebuję światła, potrzebuję miłości, potrzebuję innych ludzi – potrzebuję czuć z nimi więź, naprawdę ją czuć. Gdzieś głęboko we mnie jest tęsknota za jednością, za Bogiem, za miłością. Nagle zrozumiałam, jak bardzo potrzebuję światła i innych ludzi; jak ważne jest dla mnie, żeby czuć więź, bliskość, miłość.
I przypomniałam sobie słowa Kursu miłości:
Wróćmy do przykładu nakarmienia głodnej siostry i napojenia spragnionego brata. Jest to nie tylko lekcja, jak zaspokajaćduchowy głód i duchowe pragnienie, ale także lekcja dotycząca związku. To właśnie związek, nieodłącznie związany z zaspokajaniem potrzeb drugiej osoby, sprawia, że zaspokajanie tych potrzeb ma trwałą wartość. To twoja gotowość, aby powiedzieć: „Bracie, nie jesteś sam” jest korzyścią takiej sytuacji, nietylko dla twojego brata, ale także dla ciebie. To właśnie kiedy mówisz: „Siostro, nie jesteś sama”, duchowy głód i duchowe pragnienie zostają zaspokojone przez pełnię jedności. To wtedy, kiedy uświadamiasz sobie, że nie jesteś sam, uświadamiasz sobie swoją jedność ze mną i zaczynasz odwracać się od lęku w stronę miłości. (Kurs miłości, K: 9.27)
Tego dnia spędziliśmy z Edkiem dużo czasu – dzwoniąc do członków jego rodziny, informując ich o sytuacji i szukając rozwiązania. W końcu, gdy byliśmy pewni, że Edek będzie miał odpowiednią opiekę, wróciliśmy do domu.
W drodze powrotnej cały czas powracało do mnie pytanie: kto tego dnia otrzymał więcej pomocy i troski – Edek czy ja?
Dorota Magdziarz jest nauczycielką języka angielskiego i tłumaczką. Wiele lat temu trafiła na Kursu cudów, który zapoczątkował u niej proces przemiany i uzdrowienia. Później zetknęła się z Kursem miłości i obecnie pracuje nad jego tłumaczeniem na język polski. Powyższą historię opowiedziała Glennowi z Take Heart Publishing, a on poprosił, żeby ją spisała i opublikował ją w magazynie Miracles (March/April 2026).
dorotamagdziarz2026@gmail.com